Archium grudzień, 2013

0

Underhell: Chapter One

Autor recenzji: Forfen (4FunTV)

Po wielu oczekiwaniach, fali “when it’s done’ów” i hektolitrach ściekającej śliny, pierwszego września rozdział pierwszy rozpoczynający oryginalną fabułę Underhella ujrzał światło dzienne. Nie będę tego ukrywał, dwa lata temu rzeczywiście się zastanawiałem czy dać prologowi 9+ i ostatecznie zgadzam się z opiniami, że prolog był za krótki. Zwyczajnie mnie on znudził po nie wiadomo ile grach i chciałem więcej. Z jednej strony jednak bałem się czy rzeczywiście te wszystkie techniczne nowinki i fabularne zwroty akcji sprawdzą się w praktyce. I z dumą stwierdzam, że nie trzeba się było niczego obawiać. Underhell: Chapter One jest moim własnym kandydatem na moda roku 2013.

Poprzednim razem, w recenzji Underhell: Prologue skupiłem się na tym co dom oferuje. Tym razem to fabuła samego Underhella gra pierwsze skrzypce, ale nie będę ukrywał, że się nieźle przeplata z fabułą domu. Po raz kolejny wskakujemy w buty, byłego już niestety członka oddziału SWAT Jake’a Hawkfielda. Ostatnim razem dokonaliśmy wielkiego “jatatata” w mieście o nieznanej nazwie, po czym zostaliśmy zgarnięci przez smutnych panów w kombinezonach bojowych i przeniesieni do tajemniczego kompleksu więziennego w Arizonie. Tym razem nad akcją górę bierze survival horror, który został zrobiony solidnie. Jake będzie zmuszony przebywać w tym kompleksie przez jakiś czas, zarówno jako więzień jak i ocalały, albowiem licho nie śpi i samo więzienie ogarnie tajemniczy wirus, który zamieni naszych kolegów upuszczających mydło pod prysznicem w krwiożerczych i agresywnych zainfekowanych. Po drodze spotkamy grupę strażników więzienia, którzy tak samo jak Jake chcą wydostać się z tego kompleksu więziennego, ale bez żadnego planu to mogą sobie jedynie pomarzyć. Sprawy po drodze będą się już tylko komplikować. Fabularnie mod sprawdza się genialnie, odpowiada na wszystkie pytania z prologu w międzyczasie tworząc wiele nowych, których odpowiedzi na nie tak szybko nie znajdziemy.

Na początku opowiem jak się mod sprawdza jako horror. Od razu (po wprowadzeniu nas w akcję oczywiście) jesteśmy wrzucani na głęboką wodę. Bezbronni, głodni, z umarlakami na naszym tyłku sprintujemy do najbliższej szafy by się schować na jakiś czas. Palpitacje serca gwarantowane! Kiedy już złapiemy pierwszą niekonwencjonalną broń, rurę, będziemy mogli się na zainfekowanych odegrać. Pewnie pierwsza wasza myśl to “Hmmm, meh. To już nie będzie takie straszne.” Bzdury! Gdy zainfekowani odkryją, że możemy się już bronić będą szturmować nas grupami z kliku stron naraz by nas osaczyć przez co bez potencjalnych ucieczek się nie obędzie, a także gdy będziemy za bardzo hałasować to okazjonalnie zaatakuje nas cała horda. Do tego dochodzi brutalność modyfikacji, albowiem jak już uda nam się wyeliminować zagrożenie, możemy się wyżyć na ciałach przeciwników, przeciągać je gdzie popadnie, wyrywać im kończyny, miażdżyć głowy kopniakiem i psikać krwią na metry. Niesamowite, relaksujące uczucie (hehe).

Jak się natomiast Underhell sprawdza jako survival? Powiem wam, że na poziomie easy czy normal nie będziecie mieli żadnych problemów. Ale na poziomie hard mod zamienia się w istne (pod)piekło. Robimy się szybciej głodni, a wszelaka żywność, medykamenty czy amunicja częściej się z nami “bawi w chowanego”. Musimy więc racjonować nasze zapasy i oszczędzać amunicję czy to przez ostrzał w głowę, czy przez “więcej kopać, mnie strzelać”.

Przez większą część czasu będziemy przebywać pod ziemią, w długich korytarzach, ogromnych blokach więziennych i ciasnych pomieszczeniach. Im dłużej gramy tym bardziej chcemy wyjść na powierzchnię, zaczerpnąć w końcu tego słońca którego nie widzieliśmy od przeszło sześciu-ośmiu godzin. Rzecz tak bardzo dla nas powszechna w świecie rzeczywistym, w modzie jest dla nas niczym marzenie.

Okej, główną część Underhella omówiliśmy. Czas na “House”. Także i dom przeszedł gruntowny lifting. Przede wszystkim dom doczekał się swojego własnego scenariusza, który jak wspomniałem, jest powiązany co nieco z główną fabułą moda. Dalej będziemy zbierać kartki pamiętnika naszej ukochanej, strasznej żony, która lubi nam nagle wyskakiwać, za przeproszeniem, przed ryj czy to nagle i szybko, czy subtelnie i przerażająco. Ale także będziemy badać historię pewnej zakopanej studni w lesie za domem. Co tam się wydarzyło? Jaki to ma związek z małżeństwem Hawkfield? Tego musimy przekonać się sami czy to hasając po lesie, czy to w kanałach pod lasem po których kroczy istne zło.

Czas w końcu omówić te techniczne nowinki o których wspomniałem we wstępie. Zacznijmy od samego tematu jedzenia, które rzadko pojawia się w survival horrorach i grach akcji. Jake nie jest cały czas ładowany węglowodanami więc musi poświęcić dwie minuty swojego czasu na przeszukaniu terenu w poszukiwaniu kawałków pizzy, batonów, kanapek czy jakiegoś porządnego burrito z zamrażarki. Oczywiście Jake nie ma nieskończonej ilości miejsca w kieszeniach. Posiada swój własny ekwipunek z ograniczonymi ilościami miejsc, tak więc trzeba czasem wyrzucić ten bandaż by wziąć paczkę chipsów. A skoro o bandażach mowa, nasz bohater może podczas walki zacząć krwawić, a ponieważ ze świecą należy szukać apteczek pierwszej pomocy, musimy się czasem posiłkować bandażami czy sprejem leczniczym. Jak wygląda sama walka? Przede wszystkim nie mamy celownika na środku. Strzelanie z biodra jest przez to wyjątkowo utrudnione, zwłaszcza że mamy tu zastosowany tryb kamery “free aim” z SMODa. Tak więc często nie będziemy spuszczać oka ze szczerbinek na Glocku. Będąc w ciemnych pomieszczeniach nie zawsze będziemy mogli polegać na latarce, której baterie schodzą szybko niczym Kubica na torze wyścigowym. Mamy więc do wyboru niewiarygodnie głośne i przez to przyciągające uwagę flary oraz świetliki, które możemy przenosić ze sobą, ale do szczególnie jasnych nie należą. Do tego nie ma tak, że możemy trzymać latarkę i strzelbę jednocześnie. Jeśli nie znajdziemy latarki podpinanej na ramię, musimy kombinować czy wyciągnąć broń dwuręczną czy jednak strzelać z pistoletu z latarką/flarą w drugiej ręce. Takich nowinek jest jeszcze więcej, ale mnie już palce bolą więc skończę na tym.

Wady? A były jakieś? No dobra może poza tym, że mod nadal wykorzystuje wysłużone modele z Counter Strike: Sorce i SMODa. Ale to się w najbliższym czasie ma zmienić gdyż przed końcem roku Underhell powinien stać się pełnoprawną grą na Steam (dzięki Greenlight). A wtedy otrzymamy przejście na Source 2013 ze wsparciem dla Oculus Rift, nowe, świeżutkie modele broni i propów i wyzbycie się wszelkiej zawartości wypożyczonej z CS’a. Do tego dochodzą stałe i wygodne aktualizacje.

Werdykt? 10/10 i baner. Bez dyskusji. Chapter One spełnił moje oczekiwania i zmiażdżył mnie ponad 10-godzinnym gameplayem, a wielu z was się skarżyło na to jak bardzo krótki jest prolog. On sam też przeszedł pewien lifting, więc warto go przejść od nowa i zagłębić się w mroczny i niebywale wciągający świat Underhella. Na tym kończę moją recenzję. “Forfen, over and out”.

PS. W głębi duszy wierzę, że uda mi się ożywić serwis grinder74.com, gdyż sporo modów ostatnio wyszło więc warto by było napisać trochę recenzji panowie, co?

(more…)

Kategoria: HL2: Hit!, HL2: Mody