Get the Flash Player to see this rotator.
0

Spherical Nightmares (EP2)

Autor recenzji: Kondiash

Nikt nie może przewidzieć, jak dana osoba zachowa się w obliczu prawdziwego zagrożenia. Gdybym nagle obudził się w celi, nie widząc nikogo dookoła mnie, a wokół panowałaby grobowa cisza to zapewne popuściłbym w majty. Ale co nastąpiłoby później? Tego nie wie nikt. Tylko w przypadku bohatera historii zawartej w Spherical Nightmares doświadczymy iście heroicznego poczynania, kierowanego zapewne w dużej mierze ciekawością. Gdy od świata wirtualnego oddziela nas ekran monitora – śmiało brniemy przed siebie.

Jeśli ktoś woli bardziej klasyczne podejście do tematu, poczuje się tu jak w domu. Żadnych skryptowanych akcji, zmian w HUD-zie, skomplikowanych dialogów czy innych nikomu niepotrzebnych udziwnień. Po krótkim, acz niepokojącym wstępniaku, budzisz się, dostajesz w łapę wysłużony łom i przesz naprzód. No dobra, nie do końca tak to wygląda. Wspomniana przeze mnie cela to nasz punkt startu. Kompleks więzienny od pierwszych chwil wydaje się opustoszały. Po serii mało skomplikowanych zagadek, na twarz niczym obuch rzucona nam zostaje wizja. Kolory blakną, w tle zaś odpala się ponury ambient. Powinien pojawić się dreszczyk, jeśli takowy u was nie wystąpił jesteście bez uczuć! Wracając – ukazane nam obrazy z przeszłości jasno sugerują, że miejsce w którym się znaleźliśmy nie było tylko więzieniem. Prawdopodobnie Kombinat przeprowadzał tu jakieś testy na ludziach, badał ich podświadomość, a może i nawet otumaniał i poddawał chorym terapiom. Widziane postacie zachowują się bowiem jak roboty. Kolejne takie flashbacki skupiają się na jednym z więźniów, któremu udało się uciec, zaś my jego ścieżką podążamy. Początkowo myślałem, że historia będzie usiana straszakami, ale pomysł autora okazał się być bardziej trafionym. Wizje są nieodłącznym elementem opowiadanej historii, która od początku do końca pozostaje niema. Czy to ukłon w stronę osób z niskim ilorazem inteligencji (no bo jeśli nie pojmujesz, to trzeba pokazać co i jak), czy brak możliwości na opowiedzenie jej w lepszy sposób? Odpowiedź nie jest mi znana, ale tak czy siak w tym przypadku zastosowanie interaktywnych retrospekcji pozostanie czymś lepszym aniżeli rzucenie gracza na głęboką wodę bez żadnego wyznaczonego celu.

Po niedługim czasie natrafiamy na przeciwników. Trochę dziwna sprawa, zważywszy na całkowite zniszczenie dużej części kompleksu… Po co pilnować tak licznymi zastępami żołnierzy Kombinatu podniszczonej i opanowanej przez zombie rudery? Ot zagadka. Od tego momentu spokojne tempo rozgrywki idzie w odstawkę na rzecz dynamicznych starć, czy to z uzbrojonym w karabiny przeciwnikiem, czy też wygłodniałym nieumarłym. Raz po raz zdarzą się momenty spokojne (w szczególności etap “deszczowy”), ale ten mroczny klimat gdzieś umyka między palcami kolejnych oddziałów wroga. Mało tego, pod koniec akcja zaczyna ocierać się o typowy gruntfest, na szczęście stan ten trwa tylko przez końcowe kilka minut. Podążając tropem tajemniczej postaci, przybyliśmy pod próg wysokiej wieży. U jej podnóży znaleźliśmy portal, który przenosi nas… do zakończenia. Zakończenia dziwnego w pierwszym momencie, ale oczywistego chwilę później. Nie zdradzam o co w nim chodzi, trzeba samemu się dowiedzieć.

Spherical Nightmares można określić mianem “The Best of…”. Mod czerpie dużo inspiracji z powstałych dotąd części Half Life’a, szczególnie pod względem lokacji i niektórych sekwencji. Więzienie to takiej bardziej kameralne Nova Prospekt. Mroczne podziemia wypełnione zombie przypominają wycieczkę po Ravenholm, zaś mniej więcej w środku gry mamy okazję przejechać się wagonikiem łudząco podobnym do tego z ośrodka badawczego Black Mesa. Znalazło się też miejsce na trudny pojedynek ze stadem Hunterów, jak i dla zachowania kontrastu, śmiesznie prosty ze śmigłowcem. Wszystko rozgrywa się w obszernych lokacjach. Tak właściwie to chylę czoła projektantowi, bowiem każda potyczka pozwala na nieco taktyczne (z naciskiem na “nieco”) podejście i własną inwencję. Wszędzie rozlokowano osłony, z których swobodnie możemy korzystać. Wystarczy zaś się nieco rozejrzeć i znajdziemy alternatywną drogę, którą obejdziemy przeciwnika. Zaś przez fakt, że wymiany ognia toczą się na nieco większym dystansie niż przyzwyczaiły nas inne modyfikacje, podsunięto nam pod celownik mnóstwo walających się śmieci użytecznych w połączeniu z gravity gunem. Wizualnie mod prezentuje się dobrze. Widywałem już ładniejsze obrazki, ale zdarzało mi się na chwile zatrzymać i “powpatrywać” w urokliwy krajobraz. Na pewno w pamięci zapadnie mi skąpana w deszczu wioska. Dużo lepiej jest dźwiękowo. Wszelka muzyka przygrywająca w tle, choć znana, dobrana i dopasowana została idealnie. Nie znalazło się miejsce na żaden wesoły podkład. I dobrze.

Klasyczne podejście do tematu, czasem okazuje się być dobrym pomysłem. Choć Spherical Nightmares żadnej świeżości nie wnosi, to jest po prostu solidnym kawałkiem gameplayu dobrze nam znanego z Half-Life, pozbawionego jednak zbędnych upiększaczy. Przejście całości zajmuje około 1,5h, więc myślę, że czas wykracza ponad normę. Jeśli gra się okej, wszystko działa i wygląda na poziomie – warto poświęcić te niecałe dwie godzinki na przejście. Tym samym wystawiam jak najbardziej solidną ocenę i życzę wam miłego grania!


Czytaj dalej »

Kategoria: HL2: EP2, HL2: Mody
0

Underhell: Chapter One

Autor recenzji: Forfen (4FunTV)

Po wielu oczekiwaniach, fali “when it’s done’ów” i hektolitrach ściekającej śliny, pierwszego września rozdział pierwszy rozpoczynający oryginalną fabułę Underhella ujrzał światło dzienne. Nie będę tego ukrywał, dwa lata temu rzeczywiście się zastanawiałem czy dać prologowi 9+ i ostatecznie zgadzam się z opiniami, że prolog był za krótki. Zwyczajnie mnie on znudził po nie wiadomo ile grach i chciałem więcej. Z jednej strony jednak bałem się czy rzeczywiście te wszystkie techniczne nowinki i fabularne zwroty akcji sprawdzą się w praktyce. I z dumą stwierdzam, że nie trzeba się było niczego obawiać. Underhell: Chapter One jest moim własnym kandydatem na moda roku 2013.

Poprzednim razem, w recenzji Underhell: Prologue skupiłem się na tym co dom oferuje. Tym razem to fabuła samego Underhella gra pierwsze skrzypce, ale nie będę ukrywał, że się nieźle przeplata z fabułą domu. Po raz kolejny wskakujemy w buty, byłego już niestety członka oddziału SWAT Jake’a Hawkfielda. Ostatnim razem dokonaliśmy wielkiego “jatatata” w mieście o nieznanej nazwie, po czym zostaliśmy zgarnięci przez smutnych panów w kombinezonach bojowych i przeniesieni do tajemniczego kompleksu więziennego w Arizonie. Tym razem nad akcją górę bierze survival horror, który został zrobiony solidnie. Jake będzie zmuszony przebywać w tym kompleksie przez jakiś czas, zarówno jako więzień jak i ocalały, albowiem licho nie śpi i samo więzienie ogarnie tajemniczy wirus, który zamieni naszych kolegów upuszczających mydło pod prysznicem w krwiożerczych i agresywnych zainfekowanych. Po drodze spotkamy grupę strażników więzienia, którzy tak samo jak Jake chcą wydostać się z tego kompleksu więziennego, ale bez żadnego planu to mogą sobie jedynie pomarzyć. Sprawy po drodze będą się już tylko komplikować. Fabularnie mod sprawdza się genialnie, odpowiada na wszystkie pytania z prologu w międzyczasie tworząc wiele nowych, których odpowiedzi na nie tak szybko nie znajdziemy.

Na początku opowiem jak się mod sprawdza jako horror. Od razu (po wprowadzeniu nas w akcję oczywiście) jesteśmy wrzucani na głęboką wodę. Bezbronni, głodni, z umarlakami na naszym tyłku sprintujemy do najbliższej szafy by się schować na jakiś czas. Palpitacje serca gwarantowane! Kiedy już złapiemy pierwszą niekonwencjonalną broń, rurę, będziemy mogli się na zainfekowanych odegrać. Pewnie pierwsza wasza myśl to “Hmmm, meh. To już nie będzie takie straszne.” Bzdury! Gdy zainfekowani odkryją, że możemy się już bronić będą szturmować nas grupami z kliku stron naraz by nas osaczyć przez co bez potencjalnych ucieczek się nie obędzie, a także gdy będziemy za bardzo hałasować to okazjonalnie zaatakuje nas cała horda. Do tego dochodzi brutalność modyfikacji, albowiem jak już uda nam się wyeliminować zagrożenie, możemy się wyżyć na ciałach przeciwników, przeciągać je gdzie popadnie, wyrywać im kończyny, miażdżyć głowy kopniakiem i psikać krwią na metry. Niesamowite, relaksujące uczucie (hehe).

Jak się natomiast Underhell sprawdza jako survival? Powiem wam, że na poziomie easy czy normal nie będziecie mieli żadnych problemów. Ale na poziomie hard mod zamienia się w istne (pod)piekło. Robimy się szybciej głodni, a wszelaka żywność, medykamenty czy amunicja częściej się z nami “bawi w chowanego”. Musimy więc racjonować nasze zapasy i oszczędzać amunicję czy to przez ostrzał w głowę, czy przez “więcej kopać, mnie strzelać”.

Przez większą część czasu będziemy przebywać pod ziemią, w długich korytarzach, ogromnych blokach więziennych i ciasnych pomieszczeniach. Im dłużej gramy tym bardziej chcemy wyjść na powierzchnię, zaczerpnąć w końcu tego słońca którego nie widzieliśmy od przeszło sześciu-ośmiu godzin. Rzecz tak bardzo dla nas powszechna w świecie rzeczywistym, w modzie jest dla nas niczym marzenie.

Okej, główną część Underhella omówiliśmy. Czas na “House”. Także i dom przeszedł gruntowny lifting. Przede wszystkim dom doczekał się swojego własnego scenariusza, który jak wspomniałem, jest powiązany co nieco z główną fabułą moda. Dalej będziemy zbierać kartki pamiętnika naszej ukochanej, strasznej żony, która lubi nam nagle wyskakiwać, za przeproszeniem, przed ryj czy to nagle i szybko, czy subtelnie i przerażająco. Ale także będziemy badać historię pewnej zakopanej studni w lesie za domem. Co tam się wydarzyło? Jaki to ma związek z małżeństwem Hawkfield? Tego musimy przekonać się sami czy to hasając po lesie, czy to w kanałach pod lasem po których kroczy istne zło.

Czas w końcu omówić te techniczne nowinki o których wspomniałem we wstępie. Zacznijmy od samego tematu jedzenia, które rzadko pojawia się w survival horrorach i grach akcji. Jake nie jest cały czas ładowany węglowodanami więc musi poświęcić dwie minuty swojego czasu na przeszukaniu terenu w poszukiwaniu kawałków pizzy, batonów, kanapek czy jakiegoś porządnego burrito z zamrażarki. Oczywiście Jake nie ma nieskończonej ilości miejsca w kieszeniach. Posiada swój własny ekwipunek z ograniczonymi ilościami miejsc, tak więc trzeba czasem wyrzucić ten bandaż by wziąć paczkę chipsów. A skoro o bandażach mowa, nasz bohater może podczas walki zacząć krwawić, a ponieważ ze świecą należy szukać apteczek pierwszej pomocy, musimy się czasem posiłkować bandażami czy sprejem leczniczym. Jak wygląda sama walka? Przede wszystkim nie mamy celownika na środku. Strzelanie z biodra jest przez to wyjątkowo utrudnione, zwłaszcza że mamy tu zastosowany tryb kamery “free aim” z SMODa. Tak więc często nie będziemy spuszczać oka ze szczerbinek na Glocku. Będąc w ciemnych pomieszczeniach nie zawsze będziemy mogli polegać na latarce, której baterie schodzą szybko niczym Kubica na torze wyścigowym. Mamy więc do wyboru niewiarygodnie głośne i przez to przyciągające uwagę flary oraz świetliki, które możemy przenosić ze sobą, ale do szczególnie jasnych nie należą. Do tego nie ma tak, że możemy trzymać latarkę i strzelbę jednocześnie. Jeśli nie znajdziemy latarki podpinanej na ramię, musimy kombinować czy wyciągnąć broń dwuręczną czy jednak strzelać z pistoletu z latarką/flarą w drugiej ręce. Takich nowinek jest jeszcze więcej, ale mnie już palce bolą więc skończę na tym.

Wady? A były jakieś? No dobra może poza tym, że mod nadal wykorzystuje wysłużone modele z Counter Strike: Sorce i SMODa. Ale to się w najbliższym czasie ma zmienić gdyż przed końcem roku Underhell powinien stać się pełnoprawną grą na Steam (dzięki Greenlight). A wtedy otrzymamy przejście na Source 2013 ze wsparciem dla Oculus Rift, nowe, świeżutkie modele broni i propów i wyzbycie się wszelkiej zawartości wypożyczonej z CS’a. Do tego dochodzą stałe i wygodne aktualizacje.

Werdykt? 10/10 i baner. Bez dyskusji. Chapter One spełnił moje oczekiwania i zmiażdżył mnie ponad 10-godzinnym gameplayem, a wielu z was się skarżyło na to jak bardzo krótki jest prolog. On sam też przeszedł pewien lifting, więc warto go przejść od nowa i zagłębić się w mroczny i niebywale wciągający świat Underhella. Na tym kończę moją recenzję. “Forfen, over and out”.

PS. W głębi duszy wierzę, że uda mi się ożywić serwis grinder74.com, gdyż sporo modów ostatnio wyszło więc warto by było napisać trochę recenzji panowie, co?


Czytaj dalej »

Kategoria: HL2: Hit!, HL2: Mody
0

Triage: Part 1 (EP2)

Autor recenzji: emqi

Reckę może zacznę niecodziennie, od takiej refleksji, która mnie naszła gdy sprawdzałem w Tłumaczu Google (słownik nie dał rady), co do kija ciężkiego znaczy Triage. I doszedłem do wniosku, że Anglicy mają jedwabiste sposoby na skrócenie rozbudowanych znaczeń*.

Ale przejdźmy do rzeczy. Fabuła kryjąca się za Triage (a właściwie za jej pierwszą częścią) jest dość banalna, choć jest ciekawie poprowadzona. Otóż kierujemy anonimowym obywatelem X (to moja, nie autorów inwencja twórcza). Gra rozpoczyna się od flashbacka, w którym bohater pewnego dnia wraz z kumplem ze studiów odwiedza lokalne jeziorko w celu poćwiczenia strzelania do kaczek (argh, kłusownicy :P), czy innego tam ptactwa (korzystamy ze strzelby bardzo ładnie przemodelowanej, szkoda, że nie jest dostępna później). Sekwencja kończy się pojawieniem uszkodzonej kanonierki niebezpiecznie szybko zbliżającej się do naszego herosa lotem opadającym. Bohater obrywa w głowę i pozostaje zdany na przyjaciela, który osłania go od nacierających Vortigauntów (walić niezgodność z kanonem bo w 100% i tak znają go tylko totalne nołlajfy i skończeni fanboje tacy jak ja). To ta ciekawsza część fabuły, reszta to totalny gruntfest. Ale jeden z takich, który przypadł mi do gustu.

A to za sprawą wprowadzonej mechaniki. Bohater to nie Freeman uzbrojony w kombinezon HEV, jest wrażliwy na ostrzał i może (na wzór współczesnych FPS-ów) mieć przy sobie tylko jedną broń, główną, pistolet, łom i granaty. Skoro już jesteśmy przy broni sprawa ma się całkiem ciekawie. Autorzy oddali nam do dyspozycji shotguna, smg, rewolwer i Overwatch Rifle (znane z oryginału) oraz dwa pistolety i… kałasza. Tego ostatniego od momentu znalezienia nie zmieniłem ani na chwilę jest wręcz przedobrzony. Zatrzymam się też przy mechanizmie strzelania. W oryginale jedynie Freeman i niektórzy przeciwnicy (Overwatch) mogli używać alternatywnych ataków broni – zgodnie z tym nie są dla nas dostępne. Autorzy dodali jednak możliwość przycelowania do każdej broni. Osobiście, gdyby Valve dodało taką opcję do Halfife’a 3 (I want to believe…), tego bym nie przeżył, bo dla mnie to cecha charakterystyczna serii, ale tu sprawdza się nieźle.

Twórcy chwalili się dopracowaną AI sojuszników i wrogów, którzy nauczyli się korzystać z osłon i używać ognia zaporowego, ale podczas rozgrywki tego nie zauważyłem. Zombie również pozostały tak głupie jak były. Trochę boli brak cięższych maszyn, z których w grze występują tylko helikopter (niszczony przez kompana gracza) oraz wóz opancerzony.

Teraz słówko o lokacjach. O ile jeszcze wnętrza, podziemia, kanały trzymają poziom, to plenery stricte miastowe ssą… Ulice ograniczają się do a) drogi b) pierwszej linii budynków c) przeraźliwej pustki. Rzuca się to w oczy podczas paru momentów, bo pustka jest naprawdę niezręczna. Zupełnie nie czuć, że akcja gry rozgrywa się w znanym z oryginału City 17 (jedyną poszlaką jest majacząca niedaleko Cytadela).

Reasumując mimo drobnych bugów i paru niedopracowań, nieistniejącej fabule przy Triage’u bawiłem się całkiem nieźle, miło jest spojrzeć na Powstanie okiem jednego z mieszkańców (choć w grze pojawia się ich tak absurdalna ilość, że problemem nie byłoby wywołanie i dwóch powstań). To gruntfest, ale zrobiony umiejętnie i czuć, że autorzy czerpali wzór z możnych świata FPS, a modowi wyszło to na dobre. Ah, byłbym zapomniał. Bohater cierpi na tajemniczą dolegliwość (zatwardzenie?), która sprawia, że piekielnie wolno porusza się, w bok, a jeśli robi to kucając mógłby w ogóle się nie ruszać. To na pewno sprawka Kombinatu…

*Mam teraz pewność, że choć połowa z was sprawdziła teraz w Google co znaczy to słowo.

Plusy:
+ nowe bronie
+ wiele nowości
+ zakończenie mnie zaskoczyło
+ jeden z najprzyjemniejszych gruntfestów
+ podrasowana grafika podbita miejscami cel-shadingiem
+ ciekawie poprowadzona fabuła…

Minusy:
– …szkoda, że szczątkowa
– mimo wszystko to gruntfest
– pustawo w tym mieście
– absurdalna liczba sojuszników
– drobne bugi i niedoróbki
– miejscami jest ciemno “jak w chacie u murzyna”, a latarki brak


Czytaj dalej »

Kategoria: HL2: EP2, HL2: Mody
0

The Shadow Over Innsmouth (EP2)

Autor recenzji: emqi

Bez owijania w bawełnę – na Shadow Over Innsmouth zawiodłem się okrutnie. Jest to mod bazujący na opowiadaniu mistrza grozy H.P. Lovecrafta o tym samym tytule. Mrok, poczucie zagrożenia, małe miasteczko – recepta na sukces, tego nie da się spieprzyć, hę ? No cóż wyszło, jak wyszło.

Ale od początku – mod zapowiadał się nieźle – ładne teksturki, grafika jakby pociągnięta lekkim cel-shadingiem. Dobre wrażenie mija przy spotkaniu pierwszego przeciwnika. Reskin reskinem, ale twórcy w ogóle nie dodali nowych dźwięków(!) – nie ma to jak atakujący nas mieszkańcy Innsmouth puszczający teksty z radia CP. W przypadku potworów to jeszcze nie rzuca się w oczy, ale to i tak straszne partactwo. Jeśli już jesteśmy w temacie – na drodze staną nam mieszkańcy Innsmouth z piekielnym wytrzeszczem oczu (reskin CP), ryboludzie (fast zombie), dopakowani ryboludzie (poison zombie), i… skaczące rozgwiazdy ?! (headcrab).

Lokację są klimatyczne, ale i do nich mam zastrzeżenia. Po pierwsze – nie przechodzą płynnie jedna w drugą. Zabieg zapewne przemyślany i podług gustu może się co niektórym spodobać, ale jak dla mnie to takie… nijakie. Zupełnie jak gdyby zabrakło pomysłu/umiejętności na ich płynne połączenie. Z tym też wiąże się kolejne zastrzeżenie – na trzecim poziomie gracz spawnuje się przed wyjściem z rury ściekowej w ścianie, z której “wyszedł”. Autorzy nie przewidzieli, że tak wścibski gracz jak ja wejdzie tam z powrotem, by zobaczyć mapę od spodu… Śmieszy to tym bardziej, że co i rusz i tak powstawiali niewidzialne ściany. I tu kolejny bug – jak już wspomniałem obstalowali się nimi jak mogli, a jednak udało mi się ominąć strzelbę (polecam tłuczenie zreskinowanych fast zombie zreskinowanym łomem pod koniec gry – prawdziwy challenge dla hardkorów). Boli też fakt, że autorzy nie wykorzystali potęgi Source’a – większości nowych przedmiotów typu np. beczki do kostki nie dość, że nie możemy zniszczyć to jeszcze nie działają na nią prawa fizyki, gdyż stoi w miejscu jak wmurowana. Przykre. Zamykając już temat lokacji, coś ewidentnie nie zagrało w teoretycznie najmniej wymagającej, drugiej mapie (ścieki) gdzie normą jest animacja na poziomie ok. 14 klatek na sekundę.

Na korzyść produkcji nie przemawia też fakt, iż dla ludzi, którzy nie czytali opowiadania mod ten będzie zlepkiem skryptów, w klimatycznych choć zabugowanych lokacjach z zestawem całkiem ładnych tekstur. Powiem więcej – ja sam, choć opowiadanie czytałem, z trudem dopasowywałem zdarzenia i lokacje z moda do oryginałów z książki (oprócz startu). A wnioskując po opisie moda, chyba nie o to chodziło.

Plusy:
+ ładnie wyglądające tekstury i modele (z naciskiem na broń)
+ jak na robotę studentów niezłe
+ soundtrack z Half Life’a zawsze jest świetny…

Minusy:
– …ale lepiej posłuchać go w HL (m.in. dlatego że mod urywa wszystkie nutki gdzieś max w połowie)
– zabugowany
– fabuła, raczej jej brak
– zmarnowany potencjał
– bezsensowne zakończenie


Czytaj dalej »

Kategoria: HL2: EP2, HL2: Mody
0

The Mansion 4: G-Man Residence (EP2)

Autor recenzji: emqi

Jeśli kiedykolwiek nurtowało cię, gdzie podział się Barney w EP2, ten mod udzieli ci odpowiedzi na to pytanie. Otóż Barney poszedł na herbatkę do G-mana (którego akurat nie było w domu), lecz szczerze mówiąc lepiej by było dla niego, gdyby został z Gordonem i Alyx.

Cała rozgrywka w modzie przypomina kolejny odcinek Half Life 2: Zombie Horde, które miałem kiedyś przyjemność oglądać na YT. Oto mamy całkiem klimatyczny opuszczony dwór Gmana i masę zombiaków. Twórca stosuje przy tym bardzo fajne triki pokroju wypuszczenia na gracza z łomem (oskinowanym jako siekiera z Nightmare House) i paroma granatami na nawet-nie wiem-ile-fast headcrabów + parę fast zombie. W grze spotkamy wszystkich przeciwników znanych z sagi z kategorii zombie/ antliony, przy czym twórca wymyślił dla gracza epicką walkę z Antlion Guardem w pomieszczeniu 2×4 metry pełnym wybuchających beczek i G-manów(!). Jako broń do dyspozycji mamy siekierę (łom), rewolwer (reskin z jakiegoś westernowego moda), smg (nie znalazłem, lecz leżące gdzieniegdzie skrzynki z amunicją do niego dobitnie świadczą o jego obecności w grze), kuszę i RPG. Na plus należy zaliczyć klimatyczne lokacje (z jednym wyjątkiem).

Podsumowując w The Mansion 4 grało mi się całkiem nieźle, jednak jest to tylko klimatyczny gruntfest. Jest dreszczyk niepokoju, ale prawdziwego strachu tu nie zaznałem. Polecam tylko szczególnie wyposzczonym fanom horrorowych modów, zwłaszcza, że jedyny działający link to ten z ATOMIC GAMER, a tam bez rejestracji na rozpoczęcie pobierania trzeba czekać co najmniej cztery minuty…

Plusy:
+ nawet ma klimat
+ niezłe mapy

Minusy:
– bez sensu
– niestraszna
– gruntfest


Czytaj dalej »

Kategoria: HL2: EP2, HL2: Mody